Prezentujemy wywiad, którego udzielił członek Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna Annie Kaźmierskiej, dziennikarce portalu www.informacjelokalne.pl . Promocja Gniezna i Powiatu Gnieźnieńskiego, zapowiedzi akcji oraz ogląd sytuacji dotyczącej sztuki PR. Zapraszamy do zapoznania się z jego treścią.
„Bez ciągłego narzekania i biadolenia!”
Udział w targach krajowych i międzynarodowych, instalowanie tablic informacyjnych, tworzenie nowych szlaków turystycznych, rozdawanie ulotek i folderów, promowanie poprzez piosenkę, a może poprzez albumy z fotografiami miejskiego radnego? Na temat skutecznej promocji miasta i powiatu z radnym Łukaszem Naczasem, członkiem Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna, rozmawia Anna Kaźmierska.
– Jak ocenia Pan działania promocyjne Urzędu Miejskiego? Które z działań zapisałby Pan po stronie plusów, a które są chybione? Co, Pana zdaniem, można zmienić, poprawić teraz, bez zwiększania środków na promocję, a o czym należałoby już dziś pomyśleć w kontekście przyszłorocznego budżetu?
– Przede wszystkim Gniezno nie prowadziło do tej pory profesjonalnej jednostki typu PR - to fakt niezaprzeczalny. Brak spójnej strategii jest zatem największą bolączką promocyjnych działań miasta. Nie wykorzystujemy ogromnego potencjału historycznego, opakowanego i sprzedawanego w nowej formie. Bo czy dziś nie trafi do nowych odbiorców Bolesław Chrobry - mieszkaniec Gniezna, który w sposób niekonwencjonalny zaprosi do swego grodu za pośrednictwem gry komputerowej SUPER BOLEK? Czy Mieszko I jeżdżący na rowerze nie byłby hitem odbywającego się w Poznaniu szczytu klimatycznego? Niestety, w mojej opinii brak jest polotu i niekonwencjonalnego podejścia, a żyjemy w takich czasach, że sprzedaje się to co niestandardowe, to co zaciekawia. Czy się nam to podoba, czy też nie, musimy się z tym pogodzić i albo zaczniemy być trendy, albo dźwignia handlu, jakim jest reklama, nas po prostu zgniecie. Są jednak i pozytywy, które wynikają często z działalności jednostek - chociażby sprawa, którą teraz pilotuje kolega Mikołaj Dorożała - wielka promocja miasta na kanale Discovery. Można kilkoma spotkaniami załatwić ciekawy czas antenowy, można sprawić, że ktoś się nami zainteresował. I tutaj jednak nie obyło się bez przeszkód i „ciężaru" gatunkowego opiniujących. PR trzeba czuć, a nie się go na siłę uczyć. Biolog wybiera inną drogę naukową, nie z powodu tego, by zostać marketingowcem, ale z tego powodu, by zostać biologiem. Nie jest zarażony wszechobecną manią promocji, bo po prostu tego nie czuje. Trzeba zatem profesjonalizacji tych działań. To zadanie na drugą kadencję Jacka Kowalskiego i wierzę, że zostanie ono wykonane. Nie jest źle, ale może być znacznie lepiej. Niekoniecznie za pośrednictwem dużych środków. Przypomnę tylko akcję promocyjną z rapowanym przez dwóch radnych kawałkiem muzycznym, o którym głośno było w TVN, Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej, w pismach polonijnych, w fachowej branży PR, w debatach samorządowych itd. Za darmo - wystarczą chęci i otwarty umysł. Chęci takie, jak chociażby te dotyczące wizytówki miasta Gniezna czyli fontanny. Do dziś w temacie cisza. To jest właśnie ten brak chęci. Niebawem jednak temat zostanie dość znacząco ożywiony.
– Podoba się Panu piosenka promocyjna powiatu? A projekt „Zintegrowany system informacji wizualnej - szlaki i obiekty turystyczne w powiecie gnieźnieńskim"?
– Każda inicjatywa jest cenna. Zespół Rajlender wygrał w moim rozumieniu konkurs na piosenkę promocyjną powiatu. Utwór jest łatwy, wpadający w ucho, trochę z niezrozumiałym tekstem, jednak ogólnie pozytywnym przekazem. Jako praktyk przyczepiłbym się tylko do masteringu i wyłuskania odpowiednich elementów. Nie jednak w samej produkcji tkwi rzecz. O piosence powinno być głośno, chyba że jest tylko podkładem na targi turystyczne. Trzeba mieć pomysł jak ją wypromować. Przez kilka dni po naszej akcji z „rappromocją” Gniezna było o Pierwszej Stolicy po prostu głośno. To kwestia pomysłu na sprzedaż. Życzę zatem, żeby taki pomysł miało starostwo.
Co do „oznakowania" to Gniezno w tym wypadku, zarówno jako miasto i jako powiat, nie musi się wstydzić. Wielu moich znajomych, którzy do mnie przybywają mówią „świetnie jesteście oznakowani". Być może przydałoby się więcej form multimedialnych, ale najpierw trzeba zinformatyzwać do końca urzędy, by informatyzować ulice. Oznakowanie stałe, jednak na bardzo wysokim poziomie.
– Ostatnio głośno mówi się o zakupie przez Miasto albumów ze zdjęciami fotografika Mirosława Skrzypkowskiego, radnego miejskiego, przewodniczącego komisji promocji Rady Miasta. Jak ocenia Pan tę sytuację?
– Kolega Mirosław Skrzypkowski jest bardzo dobrym wykładowcą i fotografem. To nie ulega wątpliwości. To dość ciężka sprawa do oceny, bo nie kupując albumów miasto po prostu by ich nie miało, a kupując takie, w których są prace radnego dochodzi do być może dwuznacznej sytuacji. Proponuję następujące rozwiązanie - miasto kupuje albumy, a radny w pakiecie promocyjnym udziela się jako fotograf na potrzeby wydziału promocji - za darmo. I wilk syty i Skrzypkowski cały... Powinniśmy jednak myśleć bardziej globalnie, bo doszukiwanie się w tak małej społeczności powiązań, jest z natury rzeczy skazane na powodzenie. Jeśli nie narusza się prawa, to wszystko jest rzeczą otwartą. Myślmy o tym, gdzie tymi albumami zaszokować, zaskoczyć, a nie kto, komu, gdzie, dlaczego i za ile. Od tego są radni typu Ryszard Niemann, którzy sprawdzą jak wydział śledczy czy wszystko zgodne z literą prawa. Reszta niech się głowi nad tym czy będziemy mieli gdzie owe albumy pokazywać. Ja bym na przykład proponował od razu akcję radnych na dworcach w Poznaniu i Warszawie - jedziemy, wysiadamy, zaczepiamy przechodniów i zachęcamy do odwiedzenia naszego pięknego miasta, pokazując im przepiękne zdjęcia, wręczając długopis w kształcie miecza Bolesława Chrobrego. Więcej akcyjności - to nam się wszystkim bardzo opłaci pod względem promocyjnym. Do przodu, a nie do tyłu. Bez ciągłego narzekania i biadolenia, a z pozytywnym przekazem i wiarą w Pierwszą Stolicę.
ŹRÓDŁO: www.informacjelokalne.pl
|