Trzeba zrozumieć, że to już koniec. Próba czasu nie była łaskawa dla gazety, która topniała w oczach. SLD jednak nie traci gruntu pod nogami, a raczej ma problem z głowy. Trzeba zrozumieć, że to już koniec. Próba czasu nie była łaskawa dla gazety, która topniała w oczach. SLD jednak nie traci gruntu pod nogami, a raczej ma problem z głowy. Moja opinia jest raczej druzgocąca, choć staram się zrozumieć sentymentalne nawoływania: ‘pomóżcie Trybunie’. Otóż niestety takiemu małemu kolosowi na glinianych, dłużnych nogach po prostu nie sposób pomóc. Ogromne zobowiązania finansowe nie wzięły się z kapelusza. Ktoś odpowiada za taki, a nie inny stan finansowy wydawnictwa. Sojusz wspomagał bardzo często nie rentowną już Trybunę. Pompowanie jednak w ponton pogryziony przez rekina kapitalizmu na nic się zda. Nie mam wątpliwości, że nie ma żadnego sensu wskrzeszanie trupa za dwa miesiące. Trzeba nie tyle zakopać, ale zagospodarować. W załodze jest wielu cennych ludzi – dziennikarzy, którzy być może sami potrafiliby się przystosować do nowych środków masowego przekazu. Przede wszystkim mają wiedzę, której w dzisiejszym młody dziennikarstwie wielu musi się uczyć. SLD wchodzi w Internet i być może to jest droga do zagospodarowania cennego potencjału.
Wracając jednak do naszego „wstrzymanego” tytułu. Moja opinia bierze się z tego, że wieszczę rychły kres w ogóle tytułów pisanych na papierze. Niestety era gazet dobiega końca. Przetrwają tylko branżowe i tematyczne pisma pokroju miesięczników. To stanie się niebawem. Dzienniki, tygodniki przeniosą się do Internetu. Jest zapotrzebowanie na szybką informację wzbogaconą o multimedia wszelakiego rodzaju. Kto się nie dostosuje – tego nie będzie. Japończycy już wypuścili prototypu elektronicznych kartek papieru – do których można wrzucać artykuły, filmy, muzykę. Taką e-kartę można zrolować i włożyć do… portfela. Choć w ostatnim czasie Trybuna też dążyła do tego, żeby włożyć ją do tak małego schowka, to nie ulega wątpliwości, że jej schemat zatrzymał się w minionej epoce. Niektórzy twierdzili, że powodem była starsza gwardia dziennikarzy, którzy nie wybiegną na ulicę po tematy leżące na chodnikach. Moim zdaniem to nie to. Czasami osoba ze starszym warsztatem dziennikarskim ma większego nosa do nowych tematów od niejednego młodego żółtodzioba. Problem polegał w braku koncepcji i profilowaniu gazety. Bo niby lewicowa, ale nie skrajnie, bo niby popierała SLD, a czasami zdarzało jej się publikować ludzi otwarcie uderzających personalnie w naszą partię. Miałem wrażenie, że w pewnej chwili chęć stworzenia sztucznego obiektywizmu pasowała do Trybuny, jak ambona kościelna do Joanny Senyszyn.
Zatem nastał moment, gdy upadła Trybuna i ani mnie to ziębi, ani parzy. Po prostu prawa rynku nie dały szansy tytułowi. Owszem nie mam też, jak niektórzy sentymentu do tego tytułu. Jednak większość z nas młodych ludzi Sojuszu nigdy nie czuła w sobie trybunożercy, bo nie było co pożerać. Od dłuższego czasu trzeba było raczej dokarmiać. Mam nadzieję, że ludzie Trybuny, ci którzy nie są winni temu, że tytuł ma teraz długi, odnajdą się na rynku pracy. Trzymam kciuki szczególnie za niektóre nazwiska, których teksty czytałem i będę czytał z racji na ich pióro.
www.naczas.blog.onet.pl
|